Moje wielkie greckie wesele


Krótka historia o tym, jak zorganizować na odległość i przeżyć wesele w innej rzeczywistości – z ogromną ilością gości, greckimi tradycjami i iście południowym podejściem do życia J

Ja – Polka. On – Grek. Ja – poukładana. On – niby też. Ja – zabrana na Santorini. On – z pierścionkiem. Ja – tak! On – greckie wesele! I tak oto, w wielkim skrócie, zaczęła się moja wielka grecka przygoda. Przygoda niezwykła, ponieważ nie był to wymalowany jak ze snu ślub na brzegu morza. To było prawdziwe greckie wesele – z prawdziwą, nader liczną, grecką rodziną i lokalną spontanicznością.

MIEJSCE PRZYJĘCIA

Sala, w której odbywało się nasze wesele, była chyba jednym z niewielu miejsc akceptujących liczbę gości poniżej 250. Co ciekawe, wyboru sali można było dokonać… na czyimś przyjęciu! Obsługa zawsze ustawiała kilka dodatkowych stolików dla osób zainteresowanych i serwowała wszystkie przystawki i dania gorące do stołu. To był chyba jedyny element, który został wybrany „na żywo”. Cała reszta to dziesiątki mailowych ustaleń.

MUZYKA

Muzyka na greckim weselu to absolutna podstawa dobrej zabawy – przynajmniej w rozumieniu lokalnych zwyczajów. Zamiast typowo radiowych przebojów, motywem przewodnim jest tradycyjna, grecka muzyka, która przewodzi słynnym tańcom w kole. I w ten oto sposób coś, co na początku jest ciekawym folklorem, po kilku godzinach robi się trudne do wytrzymania dla polskiego ucha J

KWIATY I DEKORACJE

Nie mogło zabraknąć również kwiatów. Była to chyba jedna z niewielu rzeczy, w których mieliśmy absolutną dowolność. Całkiem przypadkiem trafiłam na Helen, absolutnie niesamowitą kobietę, która w pełni oddała się naszemu projektowi. Przewodziły nam czarno-białe paski, symbol ulubionej, oczywiście greckiej, drużyny piłkarskiej Pana Młodego. PAOK zagościł na zaproszeniach, stołach, prezentach, w księdze gości i jako tło w fotobudce. Kilka nieco bardziej szalonych pomysłów udało mi się ukrócić J

KOŚCIÓŁ

Ślub odbył się w pięknym, małym kościele w Salonikach. To historyczne miejsce z niezwykłym klimatem. Właśnie dlatego postanowiliśmy go nie dekorować. Zależało nam na utrzymaniu atmosfery tego miejsca. Z perspektywy czasu stwierdzam, że była jedna z lepszych decyzji.

PREZENTY DLA GOŚCI

Niezwykle ważne było, aby przygotować upominki dla wszystkich gości, którzy uczestniczyli w ceremonii. Tradycyjnym prezentem są tzw. bombonieres, czyli migdały w czekoladzie i lukrze, zawinięte w woreczek o motywie kolorystycznym przyjęcia. Ustawia się je przed kościołem, na specjalnie przygotowanym stole. Zdecydowaliśmy się na dobry uczynek. Bombonieres robili wychowankowie domu dziecka, a koszt prezentów był datkiem na rzecz rozwoju placówki.

TO JUŻ TYLKO TYDZIEŃ!

Większość spraw w ciągu roku załatwialiśmy mailowo lub za pośrednictwem greckiej rodziny. Do Salonik postanowiliśmy przyjechać tydzień przed ceremonią, tak aby ostatnie detale dopiąć osobiście. Od tego momentu tempo było zawrotne! W ciągu dnia spotykaliśmy się z podwykonawcami, a wieczorami przygotowywaliśmy dekoracje.

Dwa dni przed ceremonią odbyło się tradycyjne przyjęcie przedweselne. Jeśli oglądaliście film „Moje wielkie greckie wesele”, to na pewno kojarzycie scenę zapoznania rodziców. Tak było też tutaj − mnóstwo pysznego, domowego jedzenia, wino, muzyka i taniecJ

WIELKIE GRECKIE DESZCZOWE WESELE

Ceremonia była absolutnie niezwykłym przeżyciem. Jest ona pełna symbolicznych gestów, które w połączeniu tworzą niezwykłą atmosferę – święcenia związku dwojga ludzi. Ogromnym zaskoczeniem okazał się fakt, że jeden z udzielających nam ślubu kapłanów był Polakiem! Dzięki temu, na kilka chwil przed wejściem, wytłumaczył mi symbolikę ceremonii i przedstawił, co nas czeka. Nie mniej niż my, zestresowany był również świadek – jedna z najważniejszych osób tego dnia. To on dokonuje części obrządków i to jego imię jest wielokrotnie powtarzane podczas ślubu. Zgodnie z tradycją, zaprasza on również swoich rodziców i gości.

Po ceremonii, obrzuceni kilogramami ryżu, mieliśmy kilka chwil dla siebie. Goście udali się do sali weselnej, gdzie czekała na nich kolacja. W tym momencie nadszedł deszcz, a raczej spektakularne oberwanie chmury. Nie trzeba było fajerwerków – błyskawice zapowiadały znacznie ciekawsze atrakcje! Ulewa była tak intensywna, że zaskoczyła nawet salę weselną, która musiała się szybko uporać z kilkoma problemami technicznymi. Adrenalina dla Pary Młodej gwarantowana!

Pogodowe anomalie spowodowały, że na przyjęcie dotarliśmy z lekkim, iście greckim opóźnieniem. Zgodnie z obyczajami, zabawę rozpoczęliśmy tortem, szampanem i greckim tańcem prowadzonym przez Pannę Młodą (uczyłam się go pilnie pod okiem teściowej). Najwytrwalsi okazali się oczywiście goście z Polski i to z nimi zakończyliśmy ten wyjątkowy dzień.

Mam taką teorię: jeśli w dniu ślubu ma padać, to nieważne, do jakiego kraju się przeniesiesz, deszcz znajdzie Cię wszędzie – nawet w Grecji! Najważniejsze jest jednak to, że był to Nasz dzień. Dzień pełen emocji i niespodziewanych atrakcji. A jak wiadomo – taki zapamiętamy jeszcze lepiej i do końca życia J

Kamila Gołębiewska-Samara

 

Suknia: Justin Alexander Signature

Garnitur: Hugo Boss

Biżuteria: White Jasmine Accessories

Zdjęcia ślubne: Xpose Photography

Zdjęcia plenerowe: Adam Sobolewski

Dekoracje: Kipos Kalou